Seriale animowane dla dorosłych

No comments AK, animacja, najlepsze animacje

Bądźmy szczerzy – większość z nas uwielbia seriale. Części zdarza się zarywać noce i wystawiać na próbę silną wolę powtarzaniem jeszcze tylko jeden. Fakt 1. – seriale wciągają. Fakt 2. – seriale animowane wciągają mocniej.

Mogłabym o nich pisać godzinami i milionami stron, ale postaram się ograniczyć do czterech tysięcy znaków. Nie jestem pewna, czy dam radę – w końcu wolę mam słabą, biorąc pod uwagę, że często oglądam cały sezon za jednym razem. Dziś część pierwsza – seriale wybitnie dla dorosłych. Lista jest bardzo niepełna, bo dobrych produkcji jest mnóstwo. Zadanie zatem niewykonalne – jak wskazanie jednej ulubionej płyty.

Trochę (pre)historii

Wszystko zaczęło się w latach wczesnej podstawówki, kiedy to nieoceniona telewizja osiedlowa transmitowała MTV i przygody dwóch przyjaciół, którzy zdecydowanie nie byli wymarzonymi towarzyszami dla mnie (oczywiście według rodziców). Ze względu na ich wielką miłość do muzyki, Beavis i Butthead stali się moimi ulubionymi bohaterami, choć szczerze mówiąc niewiele rozumiałam. Poza tym tylko oni w tak niesamowity sposób potrafili komentować teledyski i mimo, że minęło wiele lat, nadal mnie to bawi.

Choć może wydawać się to przesadzone, to jednak wkład serialu Mike Judge’a w rozwój popkultury i telewizji był wielki. Któż, jeśli nie ci dwaj nieznośni chłopcy pokazali inną twarz Cher w nowej wersji „I Got You Babe”:

Ale dla mnie ten serial jest ważny z jeszcze jednego powodu. To tu pojawia się bohaterka, która z czasem stała się jedną z moich ulubionych animowanych postaci – Daria. Narysowana prostą kreską, z wiecznie sarkastyczno-cynicznym wyrazem twarzy i głosem stała się bohaterką całej rzeszy outsiderów:

Ale nie tylko MTV miało w swojej ofercie prawdziwe perły. Czy ktokolwiek jeszcze pamięta, jak o 18:00 TVP pokazywało Simpsonów? Wydaje się, że o tym serialu zostało już napisane wszystko – to prawdziwa klasyka seriali animowanych dla dorosłych, znana na całym świecie. Lista występów gościnnych jest długa i bardzo zacna, a wśród ciekawostek znajduje się chociażby tzw. „couch gag” w wykonaniu Sylviana Chometa (reżysera Tria z Bellville i Iluzjonisty).

Podobnie kultowym pozostaje South Park ze swoim niewyparzonym humorem i brakiem jakichkolwiek zahamowań. A jak pięknie obrażają celebrytów i gwiazdy:

Równać się z nimi mogą chyba tylko lalki z Robot Chicken – kiedy już myślisz, że chora wyobraźnia ma granice – oni robią kolejny krok:

Z tej samej stajni, nieocenionej kopalni absurdalnych pomysłów wywodzi się jedna z nowszych produkcji o grupie emerytowanych superbohaterów – SuperMansion. Znów jest niepoprawnie, rechotliwie i momentami żenująco głupio. I nadal to bawi.

A za rekomendację niech posłuży chociażby lista twórców, wśród których Seth Green (Family Guy) i Bryan Cranston (Breaking Bad).

Zupełnie innym superbohaterem jest za to Archer – szpieg, który ma najgorsze cechy wszystkich dotychczasowych Jamesów Bondów z jeszcze większą dawką próżności i samozadowolenia i zupełnie niemęskim nazwiskiem, które znaczy „Księżna”. Doskonała dawka rozrywki i stylistyka w stylu lat 50.

Tak jak Archer jest na szczytach popularności, tak BoJack Horseman dobre czasy ma już za sobą. Ten antropomorficzny koń (zdaję sobie sprawę, że brzmi to absurdalnie), była gwiazda popularnego sitcomu może tylko odcinać kupony od swej dawnej popularności i pogrążać się w depresji. Ale rozpoczyna walkę o powrót!

Skoro bohaterem serialu animowanego może być koń, to czemu nie naukowcy? Einstein, Darwin, Tesla, Skłodowska-Curie, Edison a może Freud? Do wyboru do koloru! Polecam odcinek o Nagrodzie Nobla:

Co ważne, serial powstaje za środki z crowdfundingu, więc warto wspierać twórców nawet małymi kwotami: https://www.patreon.com/supersciencefriends

No dobrze, a co słychać w Polsce?

Był Jeż Jerzy, Wilq Superbohater – niestety to wszystko strzały jednorazowe. Dlatego z utęsknieniem czekam na Jak zostałem Superłotrem

Wygląda obiecująco. Pytanie jednak brzmi, czy znajdzie w Polsce widownię. Ale to już sprawa na zupełnie inny artykuł.

Autorka tekstu: Agnieszka Kowalewska-Skowron