Dawne Przygody Animacji. Od kota do emblematu Hollywood: prawdziwa historia Myszki Miki.

No comments animacja, produkcja, promocja, PZ, Uncategorized

Uparłam się ostatnio na działania historyczno-archeologiczne, na studiowanie i poznawanie animacji od podszewki, u źródeł jej powstania. Efekty tych działań są o tyle zaskakujące, że pokazują, jak pewne mechanizmy wymyślone niespełna 100 lat temu nadal napędzają współczesną popkulturę. Dziś, trochę z poczucia przyzwoitości i obowiązku, ale i z przekonaniem, że to doskonały przykład na początek… historia Myszki Miki.

To, że Mikiego znają wszyscy, to banał. Mnie natomiast interesuje – dlaczego? Co stoi za tak dużą popularnością tego bohatera? Czy ktoś z Was pamięta tytuł filmu, w którym ten bohater wystąpił? Jego cechy charakterystyczne? Wszyscy wiem, jak wygląda, potrafimy wymienić jego kolegów, wybrankę serca, ale nieco gorzej gdybyśmy mieli opowiedzieć jego historię (i mam na myśli odtworzenie fabuły filmu/filmów, w których wystąpił). Miki jest emblematem, pieczątką, znakiem studia Disneya. Jak to się stało, że wszyscy go znamy, choć nic o nim nie wiemy?

KOT – KRÓLIK – MYSZ i drobne biznesowe oszustwo

Narodziny Mikiego owiane są tajemnicą i jak zwykle w takich przypadkach bywa – obrosły legendami. Jedną z najczęściej powtarzanych jest ta głosząca, że inspiracją do powstania postaci była prawdziwa mysz nawiedzająca gabinet Walta Disneya. Prawda jest o wiele bardziej prozaiczna, a u jej źródeł leży… oszustwo.  Praojcem bohatera jest Carl Laemmle – założyciel studia Universal Pictures. To on zapragnął stworzyć kreskówki, które mogłyby rywalizować z bardzo popularnymi w USA w latach 20. XX wieku animacjami o  Kocie Feliksie  (o Kocie chętnie opowiem niebawem) produkowanymi przez Pata Sullivana i Otto Messmera. Laemmle zlecił Charlesowi Mintzowi (znanemu dystrybutorowi animacji w Stanach), aby znalazł studio gotowe wykonać takie zadanie. Mintz od razu pomyślał o studiu braci Disneyów (pamiętajmy że Walt swoją firmę założył razem z bratem – Royem) – nie tylko dlatego, że miał pewność, że są oni w stanie sprostać zleceniu, ale także dlatego, że był przekonany, iż będzie w stanie oszukać braci, przejąć nie tylko prawa do dysponowania nową kreskówką, ale także całe studio. Częściowo mu się to udało.

Disneyowie wraz ze swoim zespołem, przede wszystkim doskonałym rysownikiem Ubem Iwkersem, stworzyli postać Królika Oswalda (odznaczającego się pewnym podobieństwem w stosunku do Kota Feliksa). Walt tworzył fabuły krótkich przygód Oswalda, Ub Iwkers je rysował. W 1927 roku pierwsza animacja z królikiem w roli głównej weszła do kin. Oswald zyskał szybko dużą popularność i akceptację widowni. Studio Disneyów dostało stały kontrakt na produkcję kreskówki. Niestety już rok później Charles Mintz postanowił zmienić kontrakt, zmniejszyć kwotę, którą wypłacał Disneyom za wyprodukowanie każdej części animacji tak, że była ona niewystarczająca na pokrycie kosztów związanych z realizacją zadania (jednocześnie podkupił niemal wszystkich pracowników studia). Złożył też drugą propozycję – pokryje wszystkie koszty produkcji w zamian za 50 proc. własności studia. Disneyowie mogli przyjąć ofertę lub zostać z niczym. Okazało się bowiem, że według podpisanej umowy prawa do dysponowania postacią Oswalda należą nie do jej twórców, ale do… Charlesa Mintza. Studio wówczas nie produkowało żadnej innej animacji, a jedynym jego źródłem dochodów były wpłaty za kolejne części przygód Królika Oswalda. Strata zamówienia oznaczała bankructwo. Disneyowie propozycji jednak nie przyjęli.

Wkrótce potem, Walt Disney razem z Ubem Iwkersem stworzyli postać Mikiego, opierając się na jednym z wcześniejszych rysunków Iwkersa przedstawiających… Oswalda. Zmienili oczy, uszy oraz nos i tak z królika (opartego na kocie) stworzono mysz. Początkowo bohater miał nazywać się Mortimer, ale za namową żony Disneya nazwano go Miki.

Dźwięk. Droga do sukcesu

Disneyom po wyprodukowaniu ostatnich odcinków królika Oswalda zostało na koncie 30 000 dolarów. Postanowili za te pieniądze zrealizować trzy odcinki nowej kreskówki o Myszce Miki. W ten sposób powstały: Plane Crazy oraz Gallopin Gaucho. Co ważne, oba odcinki zostały oparte na historiach w pewnym zakresie znanych już publiczności. Plane Crazy był inspirowany najnowszym amerykańskim dokonaniem – transatlantyckim lotem Charlesa Lindbergha, a Gallopin Gaucho odnosił się do tradycji westernu. Już wówczas Disney przeczuwał, że lubimy najbardziej to, co już znamy. Równo 89 lat temu, 15 maja 1928 roku Plane Crazy – pierwsza kreskówka z Myszką Miki została zaprezentowana publiczności w jednym z kin na Hollywood Boulevard i… NIC. Miki nie przypadł do gustu odbiorcom. Ani Plane Crazy ani Gallopin Gaucho (na tym etapie) nie zostały wprowadzone do szerokiej dystrybucji.

Wówczas wydarzyło się coś, co odmieniło animację na całym świecie, coś przypadkowego. Walt Disney udał się na premierę pierwszego w historii filmu dźwiękowego wyprodukowanego przez studio Warner Bros Śpiewak z Jazzbandu. Po pokazie wiedział, że kolejny film z Mikim musi być już udźwiękowiony. To nastręczało sporo problemów produkcyjnych (przede wszystkim nabycie odpowiedniego systemu umożliwiającego nagrywanie dźwięku do filmu) i finansowych (zmusiło Walta do sprzedaży jego ulubionego samochodu), ale dawało nieograniczone możliwości. Kluczowy w tym wypadku wydaje się sposób, w jaki Walt Disney wykorzystał dźwięk w animacji. Nie tyle istotna była melodia, co sam dźwięk. Musiał on idealnie współgrać z obrazem filmowym – wzmacniać komizm gagów, bezbłędnie wpasowywać się w ruch postaci, dopowiadać dźwiękiem jej sytuację.  Także tym razem wykorzystano elementy znane już publiczności. Fabularnie Steamboat Willie (bo o tej kreskówce mówimy) wykorzystywał motyw  z popularnego filmu z Busterem Keatonem Marynarz na dnie morza. Miki stał się zatem marynarzem walczącym o względy swojej ukochanej. Do stworzenia muzyki w filmie Carl Stalling wykorzystał starą wodewilową melodię Steamboat Bill i popularną ludową piosenkę Turkey in the Straw. Miki dodatkowo odznaczał się niezwykle charakterystycznym wysokim piszczącym głosem użyczonym mu przez samego Walta Disneya (Miki mówił głosem Disneya przez kolejne 7 lat). 18 listopada 1928 roku Steamboat Willy został po raz pierwszy wyświetlony w kinie Colony w Nowym Jorku. Recenzje były entuzjastycznie, publiczność pokochała Myszkę Miki, a Walt Disney stał się gwiazdą.

Co ciekawe, do dziś pierwsze kreskówki z Myszką Miki zachwycają świeżością i techniczną precyzją. Są krótkie, zwięzłe, dobrze napisane i wciąż śmieszą. Można sobie wyobrazić, co musieli czuć widzowie, którzy oglądając po raz pierwszy film dźwiękowy spotkali się z feerią takich odgłosów. Wszystko stuka, puka, świszcze, piszczy, na wszystkim można zagrać. Dźwięk pojawia się w odpowiednim momencie, niemal jako pointa ruchu danej postaci. Wyraźnie widać, że poza Mikim głównym bohaterem animacji są właśnie dźwięki. Warto dodać, że pierwsze kreskówki z Myszą nie nosiły jeszcze znamiona filmów dla dzieci.

(Nie)sforna Mysz pomaga Hollywood

Jaki był Miki? W pierwszych kreskówkach (jak choćby Steamboat Willy) był postacią żywiołową, nieco niesforną, nie stroniącą od przygód. Motorem jego działań były przede wszystkim zaloty do Minnie i to one wpędzały go czasem w zabawne kłopoty. Miki był zaradny, odważny, ale także dość złośliwy. Z biegiem czasu, głównie poprzez liczne gadżety dla dzieci z wizerunkiem postaci, Miki stał się bohaterem dziecięcym – wręcz wzorem takiego bohatera, a to zmniejszało liczbę i rodzaj gagów, w jakich postać mogła występować. Miki musiał być grzeczny, co stanowczo utrudniało mu napędzanie ciekawej i wyrazistej fabuły. Problem rozwiązano poprzez tworzenie historii wokół przyjaciół Mikiego – Kaczora Donalda, Pluta i Goofiego. Miki, mimo że był bohaterem emblematycznym, musiał występować przede wszystkim, jako postać drugoplanowa.

W drugiej połowie lat 30. Disney postanowił przeprowadzić zmianę wizerunku, która dostosowała postać do roli, jaką narzucił jej rynek. Przełamano okrągły design bohatera. Miki zaczął przypominać noworodka – zyskał dużą głowę, wydatny brzuch, natomiast rączki (z tradycyjnie trzema palcami i kciukiem) oraz nogi pozostały malutkie. Czarne oczy zastąpiono białymi z czarnymi źrenicami (choć takie oczy pojawiły się już w Galoppin Gaucho). Duże oczy i duża głowa pomagały lepiej prezentować emocje postaci – twarz stała się bardziej wyrazista. Mikiemu pozostawiono białe rękawiczki (stworzone po to, by ręce były widoczne, gdy bohater trzyma je na czarnym brzuchu) i duże buty. Nowa aparycja doskonale współgrała z pożądanymi u Mikiego cechami charakteru – dziecięcym sposobem bycia, delikatnością i mniejszą pewnością siebie.

Postać Mikiego pojawiła się w najlepszym z możliwych momentów dla Hollywood. Wobec powszechnych oskarżeń środowiska filmowców o niemoralność i rosnącej groźby cenzury, potrzebny był bohater idealny. Aseksualny, apolityczny, śmieszny, skupiający się na naiwnych zalotach do ukochanej i przed wszystkim kochany przez publiczność. Niemal każdy z producentów w Hollywood chciał ogrzać się w przyjaznej aparycji i dobrym charakterze człekopodobnej myszy. Wszyscy chcieli, aby Hollywood było postrzegane przez pryzmat Myszki Miki, stąd tamtejsze środowisko czynnie wspierało bohatera w jego drodze do sukcesu. Już w 1932 roku Miki przyniósł dwa Oscary – jeden za najlepszą krótkometrażową kreskówkę Mickey’s Orphans (kategorię stworzono specjalnie, po to by móc wręczyć nagrodę animacji o myszy) oraz drugi – honorowy dla Walta Disneya za stworzenie postaci.

Żyła złota – wafelki do lodów i komiksy

Jednak to, co zdecydowało o losie Myszki Miki i spowodowało, że na zawsze stała się ona głównym bohaterem imperium Disneya, jego twarzą i symbolem były… gadżety. Koszty produkcji każdego z filmów animowanych wówczas (i dziś także) wymagają ogromnych nakładów finansowych. Wytwórnia Walta Disneya jeszcze wiele lat po sukcesie Steamboat Willy zmagała się z problemami finansowymi. Na początku lat 30. wydarzył się jednak (jak zwykle) przypadek, który wskazał drogę rozwoju i finansowego sukcesu Waltowi Disneyowi, jak i wszystkim innym producentom animacji do dziś.

Miki szybko zawojował rynek gadżetów

Handlowiec George Borgfeldt chciał sprawić swoim dwóm kochanym córkom wspaniały prezent pod choinkę. Dziewczynki uwielbiały Mikiego, stąd Borgfeld zgłosił się do Disneya z prośbą o zakup licencji na wykorzystanie wizerunku Myszki na zabawkach, książkach i ubraniach. Walt skwapliwie z tego skorzystał i do dziś sklepy zabawkowe pełne są produktów z wizerunkiem Myszy. Drugą istotną postacią w rozwoju tej drogi studia Walta Disneya był Herman Kamen, który zadbał o to, aby rzeczywiście produkty spod znaku Mikiego pojawiały się wszędzie tam, gdzie docierają animacje ze studia Walta Disneya. A zaczął od… wafelków do lodów. W pierwszym miesiącu obecności wafli na rynku, sprzedano ich ponad dziesięć milionów. To właśnie Kamen zbudował jeden z najważniejszych systemów promocji handlowej (każdego) studia filmowego i sposobów spieniężania jego dorobku. Oczywiście stosowany jest on do dziś. Zajął się nie tylko wizerunkiem Myszki, a także samym logo Disneya, ujednolicił system sprzedaży licencji i sposobu zawierania umów z producentami produktów.

 

Jeden z pierwszych komiksów z Myszką Miki

Miki stał się także bohaterem zarówno książek z cyklu „Książki Myszki Miki”, a przede wszystkim komiksów. King Features Syndicate, wydawca komiksów, zakupił licencję na wykorzystanie wizerunku postaci i niemal zalał rynek komiksami z Myszką Miki. Już wówczas firma miała doskonałe kanały dystrybucji i docierała do wielu zakątków świata. Tak Mysz stała się międzynarodową gwiazdą. Wraz z komiksem zaczęły wyrastać fankluby bohatera, które w 1932 roku gromadziły już ponad milion członków.

W ten sposób powstał pewien system, który do dziś rządzi w świecie komercyjnej animacji: duża popularność bohatera budowana jest przez dużą ilość różnorodnych produktów z jego wizerunkiem, a produkty pojawiają się, bo bohater jest popularny. Zamknięty krąg, który umożliwia utrzymanie się dużym filmowym producentom. Pamiętać trzeba jednak o jednym – podstawą systemu musi być dobrze zrobiona kreskówka, która zdobywa serca publiczności i duży zasób portfela producenta inwestowany w promocję postaci.

Miki i zmiany

Walt Disney doskonale zdawał sobie sprawę z zamkniętego systemu promocji, który wymagał ciągle nowych animacji, utrzymujących popularność Myszy wśród publiczności. Jak już napisałam, Miki z racji swojego grzecznego wizerunku nie mógł generować już ciekawych historii, stąd pojawiał się głównie jako postać drugoplanowa. Disney postanowił więc znowu sięgnąć po nowinkę techniczną (tak jak to było w przypadku dźwięku), aby przywrócić Mysz na szczyty popularności. W 1935 roku pojawiła się pierwsza kolorowa kreskówka z Mikim The Band Concert. Bohater jest dyrygentem, który próbuje poprowadzić orkiestrę do zagrania Uwertury Williama Tella Rossiniego. Problem pojawia się wówczas, gdy tornado porywa jego orkiestrę. W 1994 roku kreskówka została uznana za jedną z trzech najlepszych kreskówek stworzonych w historii animacji.

W 1940 roku Mickey pojawił się w filmie pełnometrażowym Fantazja, który uznany jest za jedno z najciekawszych dzieł w historii studia, mroczne, zbudowane z ośmiu luźno połączonych części, z której każda jest wizualną interpretacją muzyki klasycznej. Z tego filmu pochodzi bardzo znany, wręcz ikoniczny wizerunek Mikiego – jako czarnoksiężnika w niebieskiej czapce. Fantazja nie zdobyła dużego uznania publiczności.

Miki powrócił, aby odzyskać swoją popularność dopiero w 1955 roku, ale co istotne – w telewizji. Po raz kolejny Disney, podążając za intuicją, wykorzystał nowość technologiczną (nowy środek przekazu), by odświeżyć swoją ikoniczną postać. Klub Myszki Miki – telewizyjny program dla dzieci o charakterze muzyczno-rozrywkowym emitowany był z przerwami od 1955 roku do 1996. On ostatecznie utrwalił wizerunek Myszki Miki jako bohatera dla dzieci. Być może bez konkretnej historii, którą można o nim opowiedzieć, być może, jako dawnego amanta zamienionego pod wpływem rynku w dziecko, ale na pewno do znalezienia niemal w każdym sklepie na swetrze, bluzce, spince, w książce, na komisie, czy lodach i zawsze z tymi samymi okrągłymi uszami.

 

Autorka tekstu: Paulina Zacharek